Przecież ty tylko siedzisz w domu z dzieckiem

Po prawie trzech miesiącach kolejnego macierzyństwa mogę śmiało przyznać, że bycie mamą jest niesamowitą przygodą. Wiele frajdy sprawia obserwowanie, jak maluch zdobywa nowe umiejętności, jak z dnia na dzień uśmiecha się szerzej, gada w zrozumiałym tylko jemu języku i nie zapina się w kolejnych śpiochach. Bardzo cieszę się, że mogę cały rok skupiać się tylko na tym, aby moje dziecko rozwijało się szczęśliwie przy mnie. Nie miałam tej możliwości przy B1, tym bardziej jest to dla mnie ważne, żeby nie przegapić niczego i móc delektować się pełnią macierzyństwa.

Oczywiście każdy medal ma dwie strony i razem z błogim szczęściem przyszły nieprzespane noce, kolki, strach i wiele czynników, które codziennie podnoszą mi ciśnienie skuteczniej niż najlepsza kawa. Nie narzekam jednak, bo znam siebie i wiem, że zniosę wszystko, byleby tylko moje dzieci były radosne, zdrowe i bezpieczne. To najlepszy napędzacz energii – ich śmiech, przytulanie, ciepłe rączki, które mnie obejmują i niezliczone pokłady bezinteresownej miłości. Kiedy B2 płacze, bo nie ma mnie w zasięgu jego wzroku, nie mówię, że jest dla mnie ciężarem. Cieszę się, że jest ktoś, kto nie potrafi beze mnie wytrzymać dłuższej chwili. Gdy B1 przychodzi z prośbą, żebym sprawdziła jej zadanie, nie dąsam się, że zabiera mi czas. Mam świadomość, że ufa mi i wie, że dam radę wesprzeć ją w każdej sytuacji.

Macierzyństwo jest więc najbardziej odlotowym nałogiem, z którego nie da się tak zwyczajnie wyleczyć.

Nigdy nie szukałam poklasku za to, jaką jestem matką. Nie uważam się za wzór doskonałości macierzyńskiej, ale też nie jestem na celowniku opieki społecznej. Daleko mi do ideału, nie umiem gotować, sprzątanie idzie mi jako tako, bo do urodzenia B2 więcej czasu spędzałam w pracy, a kiedy wracałam do domu, dalej pracowałam, albo przynajmniej myślami nadal byłam za swoim biurkiem. Nie chodzę w fartuchu, nie tropię pajęczyn i kurzu a w niedziele nie zajadamy się moimi wypiekami. Popełniam błędy, czasami tracę cierpliwość i chcę wsiąść do pociągu byle jakiego, ale całym sercem staram się budować moim dzieciakom świat tak, aby w przyszłości mogły brać życie całymi garściami. I dobrze mi z moim niedopracowanym macierzyństwem.

Jest jednak coś, co siedzi mi w głowie jak te pajęczyny w moim domu. Nienawidzę lekceważenia mojej pracy przez innych. Kiedy słyszę, że przecież nie robię nic ciężkiego, bo siedzę tylko z dzieckiem w domu, mam chęć pieprznąć wszystkim i faktycznie dogonić ten byle jaki pociąg. Zostawić za sobą ból głowy od wycia w czasie kolek, ściśnięte serce na widok płaczącego dziecka, szarą cerę, zapadnięte policzki i napuchnięte od trzygodzinnego „komfortu” snu w nocy oczy, zmasakrowane od ciąży i cesarki ciało, związane w biegu włosy, niedojedzone śniadanie, wiecznie zimną kawę, obolałe plecy i ręce od noszenia dziecka, krwawiące sutki, śmierdzące ulanym mlekiem ramiona, pełny pęcherz ściśnięty czasami nawet kilka godzin, bo nie mam nawet jak wyjść do toalety, zamulony dietą eliminacyjną żołądek i zawiedzione niedocenieniem serce…

Ciekawe, czy ktoś by zauważył, że mnie nie ma.

Przecież ja tylko siedzę w domu z dzieckiem…

Hello  #humoryzmory #matkapolka #matkawykonczona
Hello #humoryzmory #matkapolka #matkawykonczona
Reklamy

Kiedyś

Kiedyś będziemy się z tego śmiać.  Usiądziemy w spokoju popołudniowym przy winie i zaczniemy wspominać nieprzespane noce, rozmowy o ulewaniu, konsystencji i kolorze kup oraz wielogodzinne surfowanie po forach internetowych w poszukiwaniu złotego środka na wychowanie. Kiedyś zapomnimy uczucie strachu towarzyszące każdej chwili i przerażenie na myśl o tym, że nie zawsze umiemy poradzić sobie sami. Kiedyś otrzepiemy z kurzu stare albumy, które jako jedyne przypomną nam nasze zmęczenie przeplatane radością, strach ścigający odwagę i niepewność deptaną przez zdecydowanie. Nie będziemy pamiętać o łzach i bezradności, bólu porodowym i tym, który siedział gdzieś głęboko w głowie i ujawniał się zawsze wtedy, gdy nie mogliśmy odgonić zła, o nocach spędzonych na nasłuchiwaniu oddechu z sąsiedniego pokoju, o litrach wody utlenionej wylanej na rozbite kolana, kilogramach kanapek z szynką robionych przed północą, kilometrach spacerów, tonach piasku w piaskownicy i stosach przeczytanych po sto razy bajek. Kiedyś z czułym uśmiechem opowiemy o każdej łzie wzruszenia – ich nie zgubimy w pamięci nigdy! Ze zmrożoną krwią w żyłach wrócimy pamięcią do każdej gorączki, bólu brzuszka, grypy, kolek, ospy i pierwszego zawodu miłosnego.  Kiedyś wyrzucimy z myśli wszystko to, co z dnia na dzień rzeźbiło kolejne zmarszczki  na naszej twarzy i posrebrzało włosy- kosmyk za kosmykiem.

Kiedyś…

Ale jeszcze nie teraz…

#pospacerze #huśtawka #słonko  #piątek #b2 #odpoczywamy #relaks #macierzyński
#pospacerze #huśtawka #słonko #piątek #b2 #odpoczywamy #relaks #macierzyński