I nie opuszczę cię?

Dzień dobry! #poniedziałek #love #kawa #szaro #tobędzieciężkidzień

O małżeństwie powstały już tony ksiąg. Możnaby z nich zbudować drogę na księżyc i z powrotem  Nikt jednak nie potrafi sprecyzować, na czym to idealne polega. Bo w zasadzie dla każdego jest ono czymś innym.

W świecie celebrytów widzimy na co dzień bajkowe związki – te przemierzające wspólnie Azję z kulawą angielszczyzną, te przybijające sobie piątkę w programie podstarzałego dziennikarza i te z niesfornymi bliźniakami wciskające góralce w reklamie internet i telewizję cyfrową. Jest ich mnóstwo, niektóre od kilkudziesięciu lat, inne tyle co po ślubie. Usilnie próbują nas przekonać, że to właśnie ich związek jest najpiękniejszy, najwierniejszy, najlepszy i w ogóle naj…

Daleko im jednak do ideału.

Miałam okazję poznać parę, którą śmiało nazwę prawdziwym małżeństwem. Nie w telewizji. W szpitalu.

Oboje bardzo wysocy, szczupli, ona ma kruczoczarne włosy, on lekko siwawy. Codziennie koło szesnastej dostojnym krokiem szli korytarzem szpitalnym, jakby przechadzali się po uliczkach w parku.  Ona niosła jego kurtkę, teczkę z papierami, on trzymał ją pod ramię. Przy drzwiach pokoju zabiegowego on spoczywał na krześle, a ona zdejmowała mu buty, zakładała kapcie i podprowadzała do pielęgniarki. Potem siadała w poczekalni i patrzyła to w ścianę, to w jakąś gazetę, telefon… I tak codziennie przez dwie, czasami trzy godziny.

Kiedy on pojawiał się w drzwiach, podrywała się energicznie, żeby chwycić go za rękę. Pomagała mu usiąść, klękała i zakładała mu buty, sznurowała dokładnie i poprawiała spodnie, żeby ładnie ułożyły się na trzewikach. Potem otulała go szalikiem, ubierała kurtkę, delikatnie podtrzymując bezwładną rękę.

Gdy już był gotowy, szybko narzucała płaszcz i tym samym, spokojnym krokiem oddalali się w głąb korytarza, wesoło rozmawiając. Ona kładła mu głowę na ramieniu a on z wielkim wysiłkiem uśmiechał się do niej. Był prawdopodobnie po wylewie. Z trudem się wysławiał, miał opadniętą twarz i bezwładną rękę. Ale w jej towarzystwie wydawał się być bardzo szczęśliwy.

I wiecie co? Ci ludzie doświadczyli zapewne wielkiej tragedii. Ale bardziej zajebistego małżeństwa nie zobaczycie w żadnej telewizji…

 

 

Reklamy

3 thoughts on “I nie opuszczę cię?

  1. Ja się małżeństwa dopiero uczę. I nie tylko małżeństwa, ale również wierności, przebaczenia i ciężkiej pracy nad związkiem. Do momentu poznania męża byłam chyba najgorszą możliwą kandydatkę na żonę i największą przeciwniczką ślubów. Teraz już wiem, że to właśnie momenty kryzysu, zniechęcenia i niepewności są tymi najsilniej scalającymi związek- jeśli obydwie strony chcą z nich wyjść zwycięsko razem, nic nie może im już stanać na drodze.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s