Dobre złego początki…

ouat-villains-once-upon-a-time-32825846-1600-1000

Kiedyś przypadkowo trafiłam na serial pt. „Dawno, dawno temu”. Tak bardzo spodobał mi się zamysł filmu, że w przeciągu kilku dni obejrzałam ponad sześćdziesiąt odcinków. Historia rozpoczyna się zwyczajnie, główna bohaterka, Emma, to młoda dziewczyna, która wiedzie zwykłe życie współczesnej singielki. Pewnego dnia w drzwiach jej mieszkania staje Henry, dziecko które dawno temu oddała do adopcji. Chłopak dowiedział się o jej istnieniu i postanowił ją odnaleźć. Niestety kobieta chce odwieźć go z powrotem do jego domu, bo nie ma zamiaru zmieniać zdania, które podjęła dziesięć lat wcześniej. Chłopiec mieszka w Storybrooke, gdzie według jego słów znalazły się wszystkie znane postaci z bajek i baśni. Henry uparcie twierdzi, że tylko Emma ma moc przełamania rzekomej klątwy Złej Królowej i przywrócenia wszystkim szczęśliwego zakończenia. Bohaterowie nie mogą sami pokonać zła, ponieważ nikt z nich nie pamięta, kim był w poprzednim życiu, a czas stanął w miejscu. Emma uważa, że Henry ma jedynie wybujałą wyobraźnię. Postanawia jednak zostać na kilka dni w miasteczku, żeby przekonać się, że jej syn ma dobrą matkę adopcyjną. Chyba próbuje w ten sposób choć odrobinę zagłuszyć wyrzuty sumienia, które mimo wszystko rodzą się w niej. I tu zaczyna się niesamowita akcja, świat rzeczywisty powoli miesza się z fantastycznym, bo z dnia na dzień bohaterka zaczyna dostrzegać dziwne zjawiska…

Powoli wychodzi na jaw, że Henry wcale nie jest marzycielem. Ma rację we wszystkim, co powiedział swojej matce biologicznej. Najgorsze jest to, że Zła Królowa w świecie rzeczywistym jest adopcyjną matką chłopca. Akcja rozwija się bardzo szybko, starcie zła z dobrem dokonuje się na każdym kroku. Niezwykle wciągająca fabuła oparta jest na znanych baśniach, jednak żadna z nich nie jest oczywista i przewidywalna, bo… ich bohaterowie w żaden sposób nie przypominają swoich archetypów. Królewna Śnieżka jest rewelacyjną wojowniczką, Czerwony Kapturek zamienia się w krwiożerczego wilka w czasie pełni, Jaś Fasola to kobieta, a Pinokio jest dorosłym mężczyzną, który chodzi w skórzanej kurtce i jeździ na motorze. Wszystkie baśnie łączy jedna postać – Rumpelstiltskina, za sprawą którego spełniają się marzenia bohaterów. Jednak każde szczęście ma swoją cenę i nigdy nie zapomina o odebraniu swojego długu.

Podejrzewam, że opisując całą fabułę utworu, musiałabym poświęcić mnóstwo czasu. Jest ona do tego tak skomplikowana, że nie sposób przekazać jej tak po prostu, bez uszczerbku na jej walorach.

Chciałam jednak skupić się na czymś, co bardziej mnie zaciekawiło, niż rozwiązanie problemów głównych bohaterów – kwestia zła w utworze.

Śledząc losy tzw. „czarnych charakterów” można dojść do wniosku, że zło nie bierze się znikąd, nie jest wrodzone ani przypisane konkretnemu człowiekowi. Każdy rodzi się dobry, ma w sobie mnóstwo ciepła i pozytywnych pierwiastków. Jednak życie, otaczająca nienawiść, znieczulica i wyrządzane krzywdy budzą w sercu mrok.

Żadne zło nie rodzi się bez przyczyny. Królowa znienawidziła ludzi, bo nie otrzymała prawdziwej miłości od swojej matki. Była jedynie dla niej narzędziem do spełniania jej wygórowanych aspiracji, nigdy nie mogła sprostać jej oczekiwaniom, przez co czuła się (i była) niekochana. Rumpelstiltskin został porzucony przez ojca, tułał się samotnie w poczuciu strachu. Aby nigdy więcej się nie bać, przejął sztylet Mrocznego, przez co sam stał się postrachem innych ludzi. Kora była wciąż poniżana przez bogatszych, wykorzystana przez swoją naiwność, zaczęła mścić się na innych, poprzysięgła, że nigdy nikt nie stanie się od niej lepszy, być może bała się, że znów będzie traktowana z góry. Huck był wiernym żołnierzem, oszukany przez Króla musiał patrzyć na śmierć ukochanego brata, przysiągł dozgonny bunt przeciw okrutnemu władcy. „Negatywnych” bohaterów w filmie jest od liku, każdy ma za sobą jakąś historię, każdego poznaje się „od początku” – czyli od momentu, kiedy w jego sercu nie było zalążka zła. Żaden z nich nie zmienił się bez powodu, wszystkim wyrządzono jakąś krzywdę.

Nie ma zła, które powstaje bez przyczyny. Nikt przecież nie chce być okrutnym człowiekiem, tak po prostu. Myślę, że zło rodzi się ze strachu: przed samotnością, przed odrzuceniem, przed poniżeniem…

Patrząc na losy „czarnych charakterów” można jedynie dojść do wniosku, że każde zło prowadzi niestety do jednego – do samotności…

Reklamy

6 myśli w temacie “Dobre złego początki…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s