Nie histeryzuj

Jakie problemy może mieć matka?

Czy poza tym, co ugotować na obiad, który krem do pupy kupić w drogerii i ile kropli witaminy podać dziecku, może coś ją jeszcze trapić? Pewnie nie…

Przynajmniej tak myślałam, patrząc na macierzyństwo z perspektywy osoby aktywnej zawodowo. Zauważyłam, że umniejsza się rozterki kobiet, zrzucając wszystko na zmęczenie i napięcie związane z wychowywaniem małego człowieka. Sama po urodzeniu dziecka starałam się wiele sobie tłumaczyć, przyjęłam pozę skazanej na codzienność, bo przecież tak musi być, bo taki los matki, bo to normalne, bo trzeba przetrwać, byle do końca macierzyńskiego…

Ale kiedy dziś odpaliłam pocztę, zdębiałam… Po moim wpisie o derealizacji zostałam dosłownie zasypana wiadomościami.

Dziewczyny piszą o swoich doświadczeniach, zauważają, że coś niszczy je od środka, że wszystko, o czym piszę, dotyczy właśnie ich. Są takie, które już chodzą na terapię, inne się próbują do niej przekonać, są i takie, które nie miały pojęcia, że da się z TYM walczyć.

Czyli to nie jest tak całkiem obce zjawisko… Jedynie rzadko mówi się o nim publicznie. Wytłumaczcie mi, proszę, dlaczego???

Karuzela społeczna napędza jakieś chore rozumienie macierzyństwa. Wkrótce jego synonimem będzie bezgraniczne poświęcenie, może nawet i asceza. Hasło „nie histeryzuj” stało się jakąś pieprzoną mantrą powtarzaną zmasakrowanym psychicznie kobietom.

Matkom nie wolno przyznać się do słabości. Mają być silne i nieugięte. Wychowanie dzieci to ich obowiązek, powinny wtedy zapomnieć o sobie i skupić się na potomstwie…

Tylko… Jak nieszczęśliwa matka ma wychować szczęśliwe dziecko?

 

28512103_1934635956757155_470475670_n

Reklamy