Dzień Mój

Jestem mamą. I na tym kończy się lista moich zalet…

Nie należę do hipersupermegamenek, które od rana do wieczora wpatrują się w dzieci, w przerwach gotują dwudaniowy obiad i doprowadzają do ładu dom, a przy praniu wpadają na wymyślne metody stymulowania rozwoju swoich pociech.

Zdarza mi się za późno przywieźć dziecko do szkoły. Czasami zapominam o wywiadówkach, kolacji albo wizycie u specjalisty. Nauczyłam dzieci dłubać w nosie. Jedyne, co umiem ugotować, to zupa pomidorowa.

Wspólny czas spędzamy na spacerach, leżeniu na kanapie i gapieniu się w bajki, gdyż nie znam technik nauki czytania niemowląt ani przyswajania intuicyjnego języka obcego. W zasadzie nie znam żadnych fachowych teorii na temat wychowania. A nawet, jeśli o jakichś słyszałam, szybko wrzuciłam je z głowy.

Daję dzieciom słodycze i pozwalam im chodzić spać, kiedy poczują zmęczenie. Czasami odpuszczam im kąpiel a na obiad zamawiam pizzę.

Nie jestem wzorową matką i wiem, że popełniam błąd za błędem. Ale w całym tym macierzyńskim szale czuję, że moje dzieci są szczęśliwe. Bo one wcale nie potrzebują ideału. Chcą kogoś, kto zrozumie je bez słów i poda rękę w każdej chwili zwątpienia.

Bycie mamą to nie lada wyzwanie. I zaszczyt. W oczach innych mogę być zakrecona, niepoukładana i chaotyczna. Z czystym sumieniem mogę przyznać, że kompletnie mnie to nie obchodzi. Najważniejsze, aby moje dzieci zawsze patrzyły na mnie wzrokiem pełnym zaufania i miłości.

Reklamy