Matko, nie masz prawa!

Hi!

Nie obserwuję zbyt wielu blogów.  Mam dosłownie kilka ulubionych, do których zaglądam wieczornymi porami. Wśród nich jest świat dziewczyny, która z zawodu jest ginekologiem i w tle życia prywatnego dzieli się swoimi spostrzeżeniami na tematy kobiece. Ma synka i spodziewała się drugiego dzieciaka. No właśnie… Spodziewała…

Wczoraj zmroził mnie jej wpis, w którym oświadczyła, że jej drugi synek, Ernest, umarł, zanim zdążył się narodzić… Była w 23 tygodniu ciąży.

W nocy nie mogłam spać.  Zastanawiałam się, jak ta dziewczyna teraz musi cierpieć. Straciła dziecko, ktore od pięciu miesięcy czuła pod sercem. Miała już wybrane imię, przygotowaną wyprawkę, nawet życzenia z okazji Dnia Matki otrzymała już w imieniu obydwóch synków. Dla niej to trauma na całe życie.  Minie wiele lat, zanim się z tego podniesie.

Przy tym wszystkim po głowie zaczęły mi krążyć słowa wielu matek, których podejście do dzieci jest wręcz przerażające. Ciągle narzekają, a to że nie mają czasu dla siebie, a to, że brak im sił, że przytyły, że mają za dużo na głowie, że przestały rozwijać się zawodowo, że brakuje im pieniędzy, że są zmęczone…

Matko! Nawet nie wiesz, ile kobiet wzięłoby od ciebie to zmęczenie, kilogramy i brak czasu! Przyglądają ci się z boku i nie widzą twoich zmartwień, a jedynie ogrom szczęścia, jaki trafił się właśnie tobie, nie im. Nie masz więc prawa bluźnić!

Jesteś zmęczona, bo ktoś tak bardzo cię potrzebuje, że nie potrafi bez ciebie żyć.  Masz bóle kręgosłupa, bo ktoś nosi w sobie tak wielką miłość do ciebie, że tylko twoje ramiona są w stanie ją zaspokoić. Twój brzuch jest pomarszczony a skóra rozszarpana rozstępami, bo w nim narodziło się życie i tam mogło bezpiecznie przygotować się do przyjścia na świat, bo udało mu się tam przetrwać! Nie masz czasu dla siebie, bo ktoś tylko przy tobie czuje się bezpiecznie. Nie masz pieniędzy, ale dla kogoś ty jesteś największym skarbem, nie potrzebuje on drogich zabawek, najnowszej kolekcji ubrań czy zagranicznych wczasów. Wystarczy mu to, że jesteś. Masz w domu bałagan? Ktoś nie będzie pamiętał czystych podłóg i lśniących okien, on tylko chce ciebie, twojej uwagi, uśmiechu, poczucia bliskości.

Dziecko nie zajmuje ci czasu, ono go wypełnia, nadaje twojemu życiu sens i nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo pusty byłby twój świat bez niego. Doceń to, bo wygrałaś życie – udało ci się zajść w ciążę, donosić ją, urodzić dziecko, teraz możesz je wychowywać. Czy można czegoś więcej chcieć?

Bycie mamą to nie żmudny obowiązek czy ascetyczna praca zmuszająca do wielozadoniowości. To przywilej, który dostałaś od Boga i za to powinnaś być wdzięczna do ostatniej nanosekundy życia.

Reklamy

Matka nowicjuszka

Kiedy zachodzisz w drugą ciążę, nie zostawiasz miejsca na obawy i niepokoje związane z macierzyństwem. Wydaje ci się, że doświadczenie zdobyte podczas wychowywania pierwszego dziecka pozwoli ci uniknąć błędów i wpadek. Bo przecież tyle przeżyłaś, zaliczyłaś tyle lęków, smutków, nieprzespanych nocy, sraczek, rozbitych kolan, gorączek i łez. Myślisz, że wiesz już wszystko. Gówno prawda. Nic nie wiesz. Jesteś tak samo niedoświadczona jak ta matka nowicjuszka, która dopiero pozna blaski i cienie macierzyństwa. I chociażbyś przeczytała stosy ksiąg o pielęgnacji i wychowaniu dziecka, choćbyś przeszła wszystkie możliwe kursy, prześledziła fora internetowe i wychowała kilkoro dzieci, nigdy nie będziesz przygotowana należycie do bycia mamą.

Każde dziecko jest inne. To odrębny człowieczek, nowa historia, charakter, inna reakcja na różne bodźce i inny sposób odbierania świata. Zawsze natrafisz na jakąś sytuację, która cię zaskoczy, kiedy nie będziesz wiedziała, co masz zrobić.

Skąd to wiem? Ostatnia niedziela zdecydowanie nakopała mi do dupy pokorą.

Myślałam, że wychowanie B1 pokazało mi każdy aspekt bycia matką. I to nic, że już ciąża była zupełnie inna. Że poranne mdłości tym razem wystąpiły w formie rozdzierania gardła, że dyskomfort pleców zamienił się na łupanie w kręgosłupie a zamiast naturalnego porodu przeszłam przerażającą operację wyjęcia siłą dziecka z brzucha (zwaną potocznie cesarką).

Wciąż sądziłam, że wydoktoryzowana po pierwszym dziecku i tym razem łagodnie przejdę przez te parę lat, żeby później już tylko cieszyć się z efektów pracy. Nic bardziej mylnego.

Wszystko pamiętam jak w spowolnionym tempie – widok zesztywniałego B2, jego przerażonych oczu, kiedy nie mógł chwycić powietrza, jakby patrzył na mnie z błaganiem o ratunek, jakby nie wiedział, co się dzieje i czemu nie czuje się bezpiecznie, mimo tego, że jest przy mamie, potem wpadającego do pokoju B i jego nieludzki wrzask, żebym dzwoniła po pogotowie, B1 łkającą i powtarzającą tylko słowa: „oddychaj! oddychaj!”. Moje drżące ręce chwytające za telefon. Było mi tak zimno, jakby ktoś wyrzucił na mnie stos śniegu. Instrukcje dyspozytorki i ten dłużący się czas oczekiwania na karetkę. Dźwięk walczącego z oddechem B2, jego główka zwisająca z ręki ojca, malutkie rączki z zaciśniętymi piąstkami. I  w tym wszystkim ja, taka bezradna z rozkołatanym sercem i zawrotami głowy. Wszystko dookoła wirowało, dławiłam się łzami, nie wiedziałam, co robić. Bo przecież dopiero co dałam dziecku życie. Jak je teraz ratować? Czułam, jakbym stała obok i na to wszystko patrzyła spoza ciała. Jakby to był tylko jakiś cholernie zły sen. Jakbym zaraz miała się obudzić i zobaczyć leżącego w spokoju maluszka, czekającego na posiłek. Nagle jutro przestało mieć sens, bo zależało ono tylko od tej chwili…

Od tej pory nie potrafię zostawić B2 na chwilę samego. Boję się go przebierać, żeby nie zachłysnął się cofającym mlekiem, noszę go, kiedy mam wrażenie, że zaczyna się dławić, w nocy nie śpię, tylko słucham jego oddechu. Boję się o niego. Ale nie jest to naturalny lęk, który czułam przy B1, to paniczny strach. Każdy jego gwałtowny ruch podnosi mi ciśnienie, zrywam się i z bijącym sercem sprawdzam, czy wszystko jest w porządku.

Błogostan macierzyństwa zamienił się w potworny lęk. I cóż z doświadczenia? Nawet gdyby było to moje dziesiąte dziecko, przeżycia byłyby takie same.

Jestem matką nowicjuszką. Popełniam błędy i wiem, że niejedna sytuacja mnie może zaskoczyć. Nie potrafię poradzić sobie w każdej sytuacji. Ale mam jeden cel – wychować małego człowieka, dać mu poczucie bezpieczeństwa i tyle miłości, ile będzie w stanie w siebie zmieścić.

Trzymajcie kciuki!

Bo to najtrudniejsze zadanie…

#love ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤#babyboy #babylove #boy #mama #synuśmamusi
#love ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤#babyboy #babylove #boy #mama #synuśmamusi

5 powodów

To faktycznie działa. Dziś szukałam na każdym kroku powodów do uśmiechu.
I tak pięć momentów szczęścia środowego:
1. Usłyszałam miły komplement.
2. Odbyłam rozmowę telefoniczną z przyjaciółką.
3. Dowiedziałam się, że wyjeżdżam w delegację w ciepłe kraje.
4. Koleżanka pochwaliła moją sukienkę.
5. Przeszedł obok mnie olbrzymi pies i mnie nie zaatakował.