Matka all inclusive

IMG-20190706-WA0011-01-03-01

 

Myślicie, że można zrobić sobie wolne od bycia mamą? Jak to wpłynie na dzieci? Czy da się odpocząć od macierzyństwa? 

Przy B1 byłam obecna bez przerwy, od urodzenia aż do momentu, kiedy skończyła dziesięć lat. Każdy dzień, każdą noc. Świątek, piątek i niedzielę. Potem wyleciałam na miesiąc do Portugalii. Na początku było ciężko, tęskniłam za nią cholernie, nie potrafiłam się przyzwyczaić do faktu, że nie ma jej obok. Ostatecznie ani ja ani ona nie zapłakałyśmy się z rozłąki, wręcz przeciwnie, uznałam, że był to dla niej idealny sprawdzian samodzielności. A i ja wykorzystałam tę okazję, wyspałam się, zrelaksowałam i zajęłam sobą. 

B2 nie musiał czekać już tak długo, nauczona doświadczeniem, albo wyciorana matkowaniem, doszłam do wniosku, że to dobry moment na przecięcie pępowiny. Namówiona przez B, zdecydowałam się na wyjazd. 

I co? B2 po nocach nie płacze, bo został pod świetną opieką, B1 nie wypisuje z błaganiem o mój powrót, bo – szczerze mówiąc – tata jest dla niej lepszym towarzyszem do spędzania wakacji, niż mama. Codziennie dostaję relacje z wypraw rowerowych, spacerów i gry w piłkę. Dzieciaki mają wreszcie możliwość pobycia z ojcem pracoholikiem. B radzi sobie z nimi perfekcyjnie. A ja?… 

Pierwsze dwie noce spałam niemożebnie głęboko. Nie budziło mnie to, jak B2 się porusza, oddycha, jak B1 przewraca się na drugi bok, nie sprawdzałam im temperatury, nie przykrywałam. Zupełnie wyłączyłam opcję czuwania. Wyspałam się za wszystkie czasy! 

Rano wypiłam ciepłą kawę. Całą! Już zapomniałam, jaka to przyjemność. Popołudniu wybrałam się na spacer promenadą, zrobiłam sobie maseczkę, poćwiczyłam w spokoju, poczytałam książkę, wieczorem, razem z koleżankami, delektowałam się winem przy basenie na dachu, podziwiając wieczorne światła Malty! 

I tak każdego dnia. Bez pośpiechu, bez odpowiedzi na pytania, gdzie są skarpetki, co na śniadanie i czy daleko jeszcze… 

Mogę opalać się na plaży i przy basenie bez nerwowego spoglądania do wody, mogę napić się drinka w południe i iść spać, o której mi się podoba. 

Nie mam wyrzutów sumienia. Wiem, że moje wakacje od bycia mamą nie wbijają się w ramy definicji macierzyństwa, ale z pewnością przyniosą korzyści każdej ze stron. Szczęśliwa matka to radosne dzieci. Przecież to oczywiste! 

Z drugiej strony, dwa tygodnie bez moich witamin to optymalny czas. Bo w pewnym momencie zbyt dużo wolnego czasu wyrzuca mnie myślami do nich.  Jak długo można wytrzymać bez ich radosnych uśmiechów? 

I tak zrelaksowana, wypoczęta, odprężona, już nie mogę doczekać się wspólnych wakacji! 

Może za trzydzieści lat…

Dziś ważna rocznica dla Polaków. Nadała ona naszej rzeczywistości nowy kształt. Była euforia, nadzieje, było wiele planów i wyobrażeń. Trzydzieści lat temu doszło do przełomu, który dał szansę narodowi na wolność…

Wiele idei z tamtych chwil pokrył kurz. Dzisiejsza rzeczywistość jest daleka od tej, o której marzyli wtedy ludzie. Strach pomyśleć, co będzie dalej? Największy niepokój rodzi się na myśl, że w następnym pokoleniu z całą tą groteską zmagać się bedziesz Ty – dziś beztroski dwulatek, powód mojej radości – za paręnaście lat spadkobierca tego, co właśnie teraz składa się na naszą ojczyznę. 

Jak będzie wyglądać Twój świat za kolejne trzydzieści lat?

Chciałabym, żebyś mógł świętować ten dzień bez obaw o przyszłość swoich bliskich. Żeby czerwcowa data była prawdziwym powodem do radości.

Żebyś pracował w poczuciu, że połowa Twoich zarobionych pieniędzy nie idzie na opiekę zdrowotną, z której i tak nie korzystasz, bo nie masz szans na termin u lekarza i za każdą konsultację musisz bulić słoną kasę; na samorządy nie liczące się z Twoim zdaniem; rząd, który patrzy tylko, jak się nachapać i czym prędzej uciec na stanowiska poza granicami kraju; na socjal dla bezrobotnych i roszczeniowych matek, rozpieszczonych przez opiekę społeczną, którym bardziej opłaca się urodzić kolejne dziecko, niż iść do pracy, bo łatwiej im stanąć w kolejce po kolejny zasiłek, niż codziennie osiem godzin wysilać się za najniższą krajową.

Chciałabym, żebyś mógł pracować bez obaw, że twój szef zwolni Cię tylko dlatego, że jego najlepszy kolega połasi się na Twoje stanowisko. Żebyś doczekał momentu, w którym związki zawodowe będą chronić pracowników a nie obsadzać na etatach swoich znajomych i krewnych. Żebyś dostał pracę, na którą zasługujesz, choć nie masz znajomości i nie wywodzisz się ze znanej rodziny. Żebyś nie musiał tyrać na dwóch etatach, bo jedna pensja osoby wykształconej w tym kraju oscyluje między uwłoczeniem a żenadą.

Chciałabym, żebyś mógł decydować o sobie i swojej rodzinie, żebyś nie musiał wybierać między tym, o czym marzysz, a tym, na co możesz sobie pozwolić. Żeby prawo przestało być poezją, którą interpretuje się w zależności od tego, kim jest podmiot liryczny, a media znów przypomniały sobie, na czym polega obiektywna relacja. 

Żeby wykształcenie ponownie stało się wartością, autorytety nadawały sens życiu, a miarą człowieka przestało być to, kogo zna i jak grube jest jego konto.

Chciałabym, żebyś nie musiał bezsilnie patrzeć na to, jak Twoja ojczyzna zamienia się w prywatny folwark bandy manipulatorów, żądnych zemsty i ślepo zapatrzonych w przeszłość, którzy mącą w głowach przekupnych głupców, niszcząc wartości, krzywiąc historię i buntując społeczeństwo przeciw sobie.

Żebyś mógł żyć godnie, bez strachu przed potwornymi podwyżkami, z poczuciem, że ci, których wybierasz do reprezentowania narodu, chcą zmienić kraj, a nie napełnić swoją sakiewkę.

Tak bardzo bym chciała, żebyś doświadczył tej starej, trochę niemodnej, gasnącej, zakurzonej i całkowicie niewygodnej wolności…

DSC_0487-01.jpeg

Idea stała się wartością

Kiedy zaczynałam pracę, wydawało mi się, że świat zwojuję. Snułam wizje idealnej szkoły, zafascynowanych zdobywaniem wiedzy uczniów i wspierających proces kształcenia dziecka rodziców…

Rzeczywistość szybko wystrzelała mnie po twarzy. Ale nic to… Jakoś trzeba było ją przyjąć i dalej czerpać satysfakcję z tego, co przecież potrafię robić najlepiej, co – jakby nie było – kocham robić…

A potem zaczęły się schody – ruchy kadrowe, zwolnienia, łatane etaty, praca w czterech szkołach jednocześnie, zmiany podstawy programowej, świadomość, że sztuczne zapisy skutecznie podcinają mi drabinę i tak małomotywującego awansu zawodowego… I taka złudna nadzieja, że przecież kiedyś ktoś nas wreszcie doceni…

W całej tej komedii liczyło się tylko jedno – uczniowie. Ich niemożebna umiejętność radowania się pierdoletami, energia uderzająca siłą tsunami, wieczna zabawa życiem… To zaraża. I motywuje do działania. Ich uśmiechnięte twarze znaczyły więcej, niż słowa wszystkich tych pseudoekspertów z ministerstwa, którzy latami sukcesywnie doprowadzali polską edukację do upadku. Nic się nie liczyło, poza tym, że każdego dnia wracałam z pracy pozytywnie naładowana, z zapasem przeżyć i anegdotek.

A dziś? Wszędzie słychać bardziej lub mniej prawdziwe informacje o strajku. Jedni wieszają psy na nauczycielach, obarczając ich winą o to, że egzaminy się nie odbędą. A przecież nie od nich zależy powrót do pracy a od decyzji rządzących, dla których miesięczna pensja potencjalnego belfra to kwota, jaką za pierdzenie w stołek biorą jednego dnia. Inni jednoczą się ze strajkującymi, bo wiedzą, że jaki poziom edukacji, takie społeczeństwo wyrośnie…

I w tym wszystkim non stop jedno hasło EGZAMINY!

A ja myślę, że to, czy się one odbędą, czy też nie, to najmniejszy problem.

Bo teraz spójrzmy na dzieci i młodzież! Jaki obraz świata im nakreśliliśmy my, dorośli?

Świata, w którym ludzie sprawujący władzę dzielą rodaków na tych, którym można dorzucić parę groszy do pensyjek, bo na nich zagłosują, oraz na świadomych degradacji społeczeństwa, wykształconych ludzi, będących największym zagrożeniem dla dojścia do koryta?

Świata, w którym nie warto walczyć o swoje, bo władza swoją biernością stłumi każdy bunt?

Świata bez autorytetów? Takiego, w którym ludzie uczący w szkole mówią o wartościach, których sami nie wyznają?

Bo jak teraz uczyć o wierności ideałom, wytrwałości w dążeniu do celu, poczuciu własnej wartości i o tym, że w życiu najważniejsze jest życie w zgodzie z własnym sumieniem, kiedy widmo zaniechania rozmów jest coraz większe?

Myślę, że strajk zyskał zupełnie inny wymiar. To już nie jest tylko spór o pieniądze, to walka o młodego człowieka, który musi widzieć, że w życiu nie wolno się poddawać. Walka o przywrócenie autorytetów, o szacunek w oczach tych, dla których nauczyciele istnieją. I oczywiście walka o to, żeby bez żadnego wahania, każdego ranka śmiało spojrzeć w lustro!

34,35,320,331.977661

Policzek od losu?

Kiedy los rzuca mi nowe, niezrozumiałe wyzwania, gdy mam wrażenie, że nie dam rady ich podnieść, przypomina mi się pewna legenda. Opowiada ona o Aniołach wedrujących przez świat. Ponieważ nie mieli gdzie spać, schronili się w jednej ze wspaniałych rezydencji. Właściciel, bogacz na skraju bankructwa, był gorliwym katolikiem i rozpoznał złote aureole otaczające anielskie głowy. Ale, ponieważ pochłaniały go sprawy zawodowe, poprosił gości z nieba, by przenocowali w piwnicy. Miejsce to było ciemne i brudne, przesycone wilgocią powietrze męczyło nieznośnie duchotą. Aniołowie usadowili się na twardej podłodze. Mieli właśnie rozpocząć modlitwę, kiedy starszy zauważył pęknięcie w ścianie. Wstał, usunął pęknięcie, używając swojej anielskiej mocy i wrócił do modlitwy. 

Jak dobrać odpowiednią dietę pudełkową

Zapewne zastanawiacie się, jak to jest możliwe, że na rynku funkcjonuje tak wiele cateringów dietetycznych.Wydawać by się mogło, że to komfort nieosiągalny dla przeciętnych „zjadaczy chleba”, że stać na nią tylko celebrytów. Jeśli zajrzeliście do moich wcześniejszych wpisów, wiecie, że każdy może sobie na nią pozwolić.

Pozostaje dylemat, z jakiej firmy, ile kalorii i jaki typ diety będzie dla nas najlepszy.

Na początek proponuję przeanalizować swoje parametry. Liczy się waga, wzrost, tryb życia i natężenie aktywności fizycznej. Wtedy dowiemy się, ile kalorii dziennie musimy dostarczyć organizmowi, aby ten mógł prawidłowo funkcjonować. Jest wiele aplikacji pozwalających obliczyć to w ułamek sekundy. Przy moim trybie życia i „gabarytach”, najlepszym rozwiązaniem jest 1000 kcal. Nie czuję się ani osłabiona, ani przejedzona, dzięki czemu mój metabolizm działa jak należy.

Gdy znamy już swoje zapotrzebowanie kaloryczne, pora wyłożyć kawę na ławę, albo raczej zawartość lodówki na stół kuchenny i zastanowić się, jakie produkty nie są dla nas zjadalne, co lubimy, czego nie jesteśmy w stanie przełknąć. Wtedy będzie nam łatwiej dobrać typ diety. Na początek polecam każdemu dietę standardową. Wszystkie produkty będą wtedy brane pod uwagę, łatwiej będzie zdecydować na przyszłość, co lubimy a co zdecydowanie nam nie odpowiada. W każdym typie diety możemy poprosić o wyłączenie jakiegoś produktu, którego nie znosimy albo na który jesteśmy uczuleni. 

Kolejna sprawa to czas diety. Jeśli prowadzimy dość rozrywkowe życie, można zamówić dietę pięciodniową, weekend będzie wtedy dla nas czasem rozpusty 😉

Jeśli jednak chcemy regularnie dostarczać organizmowi zdrowego paliwa, lepiej oprzeć się na pudełkach również w sobotę i niedzielę

 

Warto też przeanalizować menu miesięczne firmy cateringowej. Często zdarza się cykliczność posiłków i może się okazać, że po dwóch tygodniach dostaniecie znowu to samo jedzenie, które mieliście na początku diety.

Istotne jest też to, czy catering dostarczany jest codziennie. Bywa tak, że kurierzy jeżdżą dwa lub trzy razy w tygodniu. Macie wtedy posiłki na trzy albo dwa dni. O ile weekend może być wytłumaczeniem, bo wtedy zazwyczaj i tak trzymamy w lodówce pudełeczka, to w tygodniu uważam to za wykluczone. Jedzenie traci wtedy szybko świeżość, ą przecież dodatkowo trzymamy je poza lodówką czasami nawet osiem godzin w pracy, może to odbić się na naszym zdrowiu. Dlatego wybierajcie tylko takie firmy, które dostarczają posiłki sześć razy w tygodniu!

Na koniec pamiętajcie, że tak naprawdę to, czy dieta Wam smakuje, czy nie, będziecie w stanie sprawdzić nie po dwóch dniach zestawów próbnych, które proponują praktycznie wszystkie firmy cateringowe. Organizm przyzwyczaja się do nowych nawyków po 21 dniach. Wtedy będziecie w stanie określić, czy posiłki są smaczne, czy nie odpycha Was monotonia produktów i czy jesteście w stanie żyć z danym cateringiem kilka, nawet i kilkanaście miesięcy.

 

Moja przygoda z „pudełkami” trwa już jakiś czas i szczerze mówiąc, dopiero teraz udało mi się znaleźć odpowiednią firmę. Ich posiłki nie są ani nudne, ani mało treściwe. Codziennie dostaję pełnowartościową dietę, bogatą w witaminy a przede wszystkim niewyobrażalnie smaczną!

Chcesz dowiedzieć się więcej?

Zajrzyj tutaj

Możesz również śledzić moją przygodę z dietering.com na facebook’u!

55509706_2105036129588094_2904554595508289536_n!

 

 

21 dni

Pora na podsumowanie kolejnego tygodnia z Catering dietetyczny – Dietering
Zazwyczaj to czas, kiedy posiłki zwyczajnie zaczynają się „przejadać”, bo wiele cateringów przyjmuje system dwutygodniowym, co znaczy, że menu się powtarza.
A tu zaskoczenie – każdego dnia nowe potrawy, codziennie niespodzianka i coś wyjątkowego. Nie ma szans na rutynę.

Co do efektów. Pomijam już wagę, która – o dziwo – nadal leci w dół. Ale cera, włosy i paznokcie natychmiast zareagowały na codzienną porcję witamin i przestają się buntować straszącym wyglądem. Nie czuję zmęczenia (a uwierzcie mi, ostatnie dni dały mi cholernie w kość, ale o tym w innym poście) i do tego fakt, że nie muszę gotować, jest dla mnie największą ulgą.
🥙🍎🍜🍓🍕🍒🍲🥛🥧🍤🥟🥣🍙🍘🥪🌭
Coś mi się wydaje, że Dietering wpisze się na dłużej w moje życie. 😀 😁😀
56440143_2117406415017732_6579209325544210432_n

Rycerze, smoki i wiedźmy

Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, ile razy zaczynałam ten wpis. Najpierw chciałam opisać wydarzenia minionego tygodnia. Ale poczekam, niech się wszystko poukłada, na długie opowiadanie o smokach i rycerzach jeszcze przyjdzie pora.
Podzielę się z Wami jedynie tym, jak poziom kortyzolu wyższy od Kilimandżaro (albo chociaż od Giewontu), perfidne zmęczenie, brak chwili dla siebie i podniesione non stop ciśnienie odcięło mi zdolność racjonalnego myślenia…
W piątek zawiozłam B1 na korki i – jak zwykle – w międzyczasie musiałam pozałatwiać tysiące spraw. Pojechałam do centrum miasta, zostawiłam samochód na parkingu i pobiegłam ogarniać harmonogram planów, żeby zdążyć ze wszystkim w godzinę. Ledwo się wyrobiłam, dlatego do auta biegłam już z wywieszonym jęzorem i oczywiście telefonem przy uchu, bo jeszcze musiałam pouzgadniać kilka rzeczy z koleżanką z pracy. Wiedziałam, że zaraz kończą się korki i jeszcze mamy zdążyć na drogę krzyżową.
Kiedy już dotarłam na parking, kolejne chwile straciłam na szukaniu auta. Taka moja przypadłość. Nigdy nie udaje mi się za pierwszym razem do niego dotrzeć. Gdy już wyłapałam go wzrokiem, wygrzebałam z torby kluczyki i…
Próbuję otworzyć samochód, a tu zonk! Naciskam kluczyk, drzwi ani drgną. Pomyślałam, że znając moje szczęście, musiał zepsuć mi się kluczyk albo mechanizm. Z całej siły próbowałam go nacisnąć, licząc na to, że może zaskoczy. Zaczęłam już mówić na głos (zawsze mnie to uspokaja), klnąć na los, to cholerne auto i samą siebie, że znowu robię wszystko na styk z czasem.
Posprawdzałam wszystkie klamki, żadna nie chciała puścić drzwi!!! Podeszłam do tyłu, bo pomyślałam, że może chociaż bagażnik się otworzy i jakoś wlezę.

I nagle…

Olśniło mnie! Drzwi bagażnika były puste, czyste, bez żadnych dodatków. A przecież każdy wie, że mój samochód zdobi dostojna personifikacja osobistego charakteru – wiedźma w czystej postaci!
To nie był mój samochód!

😁😁😁

I wtedy przypomniałam sobie, że zaparkowałam w zupełnie innej części miasta…
🤦‍♀️🤦‍♀️🤦‍♀️57019495_2117454478346259_411080017208934400_n

Myślisz, że nie stać Cię na zdrowie?

39,32,355,362.829895
39,32,355,362.829895

Skoro już przy profilaktyce jesteśmy, muszę Wam przypomnieć, że podstawą naszej długowieczności jest zdrowa i zbilansowana dieta.

Wydawać by się mogło, że taka opcja jest dość kosztowna, bo świeże warzywa, dobre mięso i żywność bez konserwantów to produkty z tak zwanej „górnej półki”, do tego dobranie odpowiedniej kaloryczności i rodzaju posiłków do stanu organizmu i trybu życia wiąże się z wizytą u dietetyka, a to zazwyczaj też jest nietani interes. Najczęściej odrzucany że względu na finanse sposób wprowadzenia zdrowej diety to wykupienie cateringu dietetycznego. Na pierwszy rzut oka ceny odstraszają, bo wydanie 50 złotych za jeden dzień wydaje się być ekskluzywną przyjemnością. Przeglądamy więc oferty firm cateringowych i zamykamy ich strony ze zniechęceniem.

Nic bardziej mylnego. Otóż patrząc z perspektywy całego miesiąca, dieta pudełkowa jest dobrym sposobem na… oszczędzanie. Dlaczego?

Po pierwsze nie marnujesz jedzenia. Gdybyś chciała przygotować różnorodne, niskokaloryczne posiłki, składające się z sałatek, zapiekanek, koktajli i jeszcze wielu wymyślnych dań, musiałabyś kupić warzywa, owoce, opakowania kasz, makaronów, mięso i inne produkty, z których wykorzystałabyś jedną trzecią do swoich posiłków. Nikt nie sprzeda Ci pół marchewki albo ćwierć papryki. Reszta jedzenia zwyczajnie trafiłaby do kosza. Reszta rodziny się tego nie tknie, bo dzieciaki nienawidzą surowych warzyw a mąż „trawy i  trocin”  jadł nie będzie. Ani z niego krowa, ani chomik.

Po drugie rachunek za prąd, wodę  i gaz również przypomniałby się, że potrawy na czymś przyrządzić musisz. Niektóre z nich wymagają długiego duszenia, inne dokładnego mycia. W skali miesiąca zużycie mediów też jest więc częścią składową kosztów Twojej diety.

Po trzecie czas, który musiałabyś poświęcić na gotowanie, możesz wykorzystać bardziej kreatywnie. Nie mówię tu już nawet o zabawie z dziećmi czy dłuuuugiej kąpieli w olejkach eterycznych  z maseczką i peelingiem. 🙂 (Chociaż to chyba najlepsza opcja). Ale wiesz dobrze, jak cenna jest każda minuta Twojego życia. Sama więc wyceń, ile tu zaoszczędzisz.

Wracając znów do wody, kolejny sposób na jej oszczędzenie – do mycia po posiłku zostają Ci tylko sztućce, bo wszystko masz w pudełkach, które później wyrzucasz. I tu pamiętaj o segregacji!

Do tego benzyna, bo zakupy same nie przyjdą. Nie musisz nawet wychodzić z domu! Kurier w środku nocy, cichutko podejdzie pod same drzwi i zostawi paczkę z pudełkami na wycieraczce. Nawet pies sąsiada, choć czujny, nie usłyszy jego kroków!

I te przekąski… Batoniki, cukiereczki, zbożowe ciasteczka i inne ślinoumilacze. Ile razy złapałaś się na tym, że mimochodem wpadają do Twojego koszyka z zakupami? Nie poprawią Ci one humoru, nie będziesz dzięki nim silniejsza, to tylko pożeracze złotówek i wąskiej tali…

Ostatecznie jestem pewna, że w skali miesiąca catering dietetyczny kosztowałby Cię znacznie mniej niż tradycyjne posiłki.

Dlaczego nie masz czasu na życie?

FB_IMG_1553078829050Są akcje, w które włączam się z wielką chęcią. Właśnie ta jest dla mnie bardzo ważna. Bo zdrowie, szczególnie odkąd mam dzieci, jest dla mnie najcenniejsze. Chcę być jak najdłużej pełna sił, żeby towarzyszyć dzieciakom w poznawaniu świata.

Kiedyś już o tym pisałam, badania profilaktyczne wciąż w Polsce kuleją. Zazwyczaj powodem jest strach. Niewiedza daje poczucie spokoju. Zupełnie jak u dzieci, które zamykając oczy, myślą, że ich nie widać.  Ale na jak długo wystarczy ci czasu na życie w błogiej nieświadomości? Na ile pozwoli ci Opatrzność?

We współczesnym świecie badania nie są ani bolesne, ani w żaden sposób traumatyczne. Mamy możliwość wyboru wielu lekarzy,  dostęp do świetnego sprzętu, niepotrzebnie więc panikujemy.

Kolejny pretekst – brak czasu – w obecnym tempie życia często słyszę, że terminy pokrywają się z obowiązkami zawodowymi, że zbyt wiele dzieje się w pracy, żeby brać wolne na badania. Myślisz, że jesteś niezastąpiona? Kiedy umrzesz na zbyt późno wykrytego raka, szef szybko znajdzie nową mrówkę na twoje miejsce…

Dlatego, żeby nie skrzywdzić najbliższych, w życiu trzeba być egoistą i zadbać najpierw o siebie, bo jeśli tego nie zrobimy, ktoś szybko za nami zatęskni…

Słodkie zdrowie

Lubicie słodycze?
Ja uwielbiam! 🍩🍧🍨🍡🍰🎂🍪🍬🍭🍫 Mogłabym je pochłaniać bez umiaru. 😀
Niestety, ciężko znaleźć takie, które będą smaczne a zarazem zdrowe. Nie potrafię piec, w sklepach nie ma zbyt wielkiego wyboru wśród smakołyków. Zazwyczaj jeśli coś jest zdrowe, nie da się tego przełknąć. Za to smaczne słodkości mają taki skład, że strach go pokazywać chemikowi. 👨‍🔬👩‍🔬👨‍🔬
Catering dietetyczny – Dietering zaproponował mi dziś ciekawe rozwiązanie – na drugie śniadanie dostałam ciasteczka zbożowe z kremem jogurtowym.
I co? Da się?
Niebo w gębie bez tablicy Mendelejewa! 😁
54434862_2091379760953731_8935375504492462080_n