Sześć wpłat

Miało być o niekonwencjonalnych metodach spędzania świąt. Ale nie będzie. Bo nie widzę sensu w opowiadaniu Wam o tym, co zastaniecie na mojej kolacji wigilijnej. Ani Was to nie obchodzi, ani ja tak bardzo nie mam ochoty się o tym rozpisywać. Chyba już wystarczająco jesteście zasypani christmastime’owym klimatem.

Wpis raczej mało świąteczny i zdecydowanie bez piernikowo – cynamonowo – kolędowej atmosfery. Ale wpisujący się w nadchodzący czas. Bo podobno właśnie teraz najlepiej nauczyć się bycia człowiekiem, zmienić się na lepsze, pokonać własne ułomności i tak dalej…

No i tak właśnie w tym grudniowym, przedświątecznym czasie, kiedy na stole już sianko czeka leniwie, karp żegna się z życiem a uszka wskakują do barszczu, przestałam wierzyć w ludzi…

Tak, moi drodzy, skończyło się to bzdetolenie o tym, jak to trzeba zauważyć drugiego człowieka, jak to otworzyć serca, lodówkę i kieszeń. Bo inni mają gorzej, nie są wybrańcami losu, nie zasiądą do stołu Lewandowskich, nie zaśpiewają o narodzinach Boga z Anią Wyszkoni. Ba! Zapewne wcale nie zasiądą do stołu, o śpiewaniu nawet mowy nie ma…

O co chodzi? Do sedna! Za kilka dni zmierzę się z kolejnymi urodzinami. Pomyślałam, że skoro co roku setki osób wypisuje na moim profilu zdawkowe „sto lat”, może tym razem wykorzystam ten dzień na coś dobrego. Założyłam więc skarbonkę online dla dziewczynki, która potrzebuje kasy na operację (wiem, jest takich setki, ale i setki osób dziennie ma urodziny, więc why not?) W zasadzie gdyby każdy wpłacił chociaż dwa złote, już uzbierałaby się spora sumka. I co? Po czterech dniach mam sześć wpłat. Z setek znajomych sześć wpłat. Tak, dobrze czytacie

– s z e ś ć wpłat…

Tak że tego… Cicha noc, święta noc, a Jezus znowu rodzi się w mizernej stajence. Ciekawe, czy gdyby wiedział wtedy, jak będzie wyglądał ten świat, nie zawróciłby nazat do nieba…

Skoro nadal czytasz ten wpis, zastanów się, czy te parę złotych jest Ci tak bardzo potrzebnych… Kupisz jedną czekoladę mniej (z pożytkiem dla tyłka), dzieciak dostanie gorszą zabawkę (myślisz, że są one ważniejsze dla niego od czasu z Tobą?), nie pójdziesz raz do kina (w domu również można spędzić miło czas).

Bądź człowiekiem. Chyba to mają Ci przypomnieć zbliżające się święta…

⬇️⬇️⬇️⬇️⬇️⬇️⬇️⬇️⬇️⬇️⬇️

https://www.siepomaga.pl/wwyskoczzkasydlamarty

⬆️⬆️⬆️⬆️⬆️⬆️⬆️⬆️⬆️↗️↗️

Wpis powstał w ramach corocznej akcji #blogrudzień, organizowanej przez Magdę, autorkę bloga Magda M. Codziennie przez cały grudzień będzie pojawiał się kolejny wpis o tematyce okołoświątecznej.

1 grudnia – Mama na całego
2 grudnia – Tarapatka
3 grudnia – Dzieciorka
4 grudnia – Szczęśliwa Siódemka
5 grudnia – Do herbaty
6 grudnia – Z naciskiem na szczęście
7 grudnia – Przed ślubem
8 grudnia – MamAsia Ogarnia
9 grudnia – Wysmakowana
10 grudnia – Dziubdziak
11 grudnia – Pozytywny Dom
12 grudnia – Młoda mama pisze
13 grudnia – Atrakcyjne wakacje z dzieckiem
14 grudnia – Młoda Mamma
15 grudnia – Kopanina.pl
16 grudnia – Pogodnie przez życie
17 grudnia – Humory Zmory
18 grudnia – Asertywna Mama
19 grudnia – Jaśkowe Klimaty
20 grudnia – I jak w domu
21 grudnia – Carpe Diem
22 grudnia – Dieta To Kobieta
30 grudnia – Magda M.

Ale jak to połowa grudnia?

Grudzień przepływa mi przez palce. Cały czas żyję z poczuciem, że do świąt pozostały trzy tygodnie. Dziś dopiero spojrzałam na prawie puste kalendarze adwentowe dzieciaków i uświadomiłam sobie bolesną prawdę, że jak zwykle jestem do tyłu ze wszystkim.

W pracy koniec roku równa się stosowi papierów. Gdyby je tak porównać z Tatrami, to nie wyszłam jeszcze nawet z Krupówek… A do Giewontu daleko. Najgorsze, że jakakolwiek próba nadgonienia zaległości w domowych warunkach nie ma szans na realizację. Przynajmniej nie teraz, kiedy B2 całym sobą zaznacza swoje jestestwo…

A do tego B i ten jego wieczny niebyt (czyt. szkolenia, treningi, spotkania, szkolenia na treningach i treningi na szkoleniach…) Nieraz w myślach zazdroszczę kobietom, których mężowie wracają z pracy o 18tej. Ile można zrobić rzeczy mając wieczory wolne! Ja zazwyczaj z ostatnim dzwonkiem w pośpiechu szukam samochodu, wpadam w biegu po któreś dziecię, żeby zabrać je na korki/piłkę/karate/wizytę u lekarza/kontrolę u specjalisty (niepotrzebne skreślić), po powrocie odhaczam rytuały – przygotowania na kolejny dzień szkoły, pracy, przedszkola, kąpiele, kolacje, psi patrol, info do wychowawcy, drobne sprawy budowlane i ani się nie obejrzę, jak za oknem połowa nocy…

Moja jedyna odskocznia to chwila relaksu w wannie. Tu przynajmniej mogę pobyć sam na sam ze swoimi myślami.

W tym tygodniu zajrzę do Was z wpisem w ramach akcji

#blogrudzień.

I jak to u mnie zazwyczaj bywa, będzie on absolutnie sprzeczny z pierwotnym planem.

Znośnego tygodnia!

Szybciej!

Grudzień rozkręcił się na dobre. Zaczynam omijać galerie handlowe wielkim łukiem, bo gorączka przedświąteczna dopada coraz więcej ludzi i powoli w sklepach brakuje metrów kwadratowych do oddychania…

Wczoraj wpadłam na szybko zrobić małe zakupy, kolejka do kasy zajęła mi więcej czasu niż wrzucenie produktów do koszyka…

Jakoś niekoniecznie lubię ten pęd. Włącza się we mnie wtedy coś w stylu grinchowatości. I zamiast cieszyć się zbliżającymi świętami, najmniejsza nutka christmastime’owa, która od miesiąca pałęta się gdzieś między wystawami, reklamami i radiem, wywołuje we mnie agresję…

Myślę, że nie jestem w tym sama. Nasze społeczeństwo lubi przesyt, jest niecierpliwe, do wszystkiego się spieszy. Przygotowania do Bożego Narodzenia zaczynają się w październiku, do Wielkanocy w styczniu, o wakacjach mówi się od zimy, oferty sylwestrowe przewijają się w lecie…

Wkrótce granice między tym wszystkim całkowicie się pozacierają. A przecież to one wyznaczają cykliczność pewnych zachowań i obyczajów, naszego życia!

Na ważne chwile czekało się cierpliwie, można było w spokoju celebrować wydarzenia. Każda uroczystość była wielkim przeżyciem. A tak? Zanim przyjdzie to, na co czekamy, pośpiech i chaos sprawi, że nie zdążymy tego właściwie doświadczyć. Bo ubierając choinkę, będziemy już myślami w koszyczku wielkanocnym…

Świnka skarbonka, karta płatnicza albo skarpeta, czyli kilka słów o nauce oszczędzania…

Nie jestem ekspertem w oszczędzaniu. Wręcz przeciwnie. Uwielbiam zakupy, potrafię zagubić się w wydawaniu pieniędzy.

Moja szafa pęka w szwach, mam niezliczoną ilość butów, biżuterii, klamotów i pierdoletek. No co tu dużo pisać, jestem zakupoholiczką i tyle.

B to moje przeciwieństwo. Liczy, sprawdza, planuje, przewiduje… I tak dalej…

Dzięki temu mamy w rodzinie równowagę.

Pomyślałam, że najwyższy czas zaprosić B1 do świata finansów. Chciałabym powoli uczyć ją tej niezwykle trudnej sztuki oszczędzania. Na szczęście w tej kwestii zdecydowanie bardziej wdała się w ojca i – w przeciwieństwie do mnie – potrafi odkładać to, co dostaje w prezencie na jakiś większy zakup. Ale oczywiście nie wygląda to tak różowo. Swoje pieniążki trzyma głęboko w skarpecie, za to wszelkie przyjemności, typu wyjście z koleżankami do kina, słodkości, jakieś drobne zakupy sępi na nas. Tak więc ten jej półskneryzm w rzeczywistości polega na żerowaniu na naszych portfelach.

Ponieważ zbliżają się Mikołajki, pomyślałam, że do prezentu dorzucimy jej własne konto bankowe z kartą płatniczą. Nauczy ją to planowania i dysponowania pieniędzmi. Chyba… (Jako nastolatka też takie miałam, widać zero efektów…)

Jeśli to nie pomoże, pozostaje jej szukać oszczędnego męża… 😉

Grudniowo

Uwielbiam grudzień! Przyjmuję go bezwarunkowo. Nawet z całą tą otoczką świąteczno – komercyjną i smogiem. Z niecierpliwością czekam na pierwszy śnieg. Nie mogę się doczekać zapierających dech w piersiach dzieł mrozu na szybach i skrzypiącego puchu pod butami.

Grudzień ma w sobie wyjątkową moc. Zaczynają się roraty, a z nimi prawdziwie bożonarodzeniowa atmosfera. Nie ta z reklam, poradników i gazet.

Dla mnie święta mogą obyć się bez umytych okien, choinki i dwunastu potraw na wigilijnym stole.

Ale roraty, pasterka i bożonarodzeniowe msze są podstawą. No nie ma zmiłuj. Taka już jestem niemodna i tyle. Dlaczego? Bo przecież nawet najstaranniej przygotowane urodziny bez solenizanta są do bani.

Puszysty podarunek

Czasami zastanawiam się, co o mnie myślą moi uczniowie. Sama pamiętam, że nie przyjmowałam do świadomości, że nauczyciele mają poza szkołą jakieś inne życie. 😁

Raz któryś z uczniów był w szoku, bo spotkał mnie w kinie niedzielnym popołudniem (wbrew jego zawiedzionym wyobrażeniom, nie spędzałam każdej chwili z tomikiem Mickiewicza w dłoni…)

A dzi dostałam w prezencie od uczennicy długopis. Powiedziała, że kiedy go zobaczyła, odrazu pomyślała o mnie. Mam nadzieję, że nie jestem taka puchata 🤣🤣🤣
#prezent #dlugopis #szkoła #zżyciapolonisty #ilovemyjob #nauczyciel #polonistka #nauczycielembyć

Kołowrót wieków

B1 wyciągnęła mnie na zakupy. Kupiła sobie spodnie. Beżowe bojówki. Dokładnie takie, w jakich byłam na pierwszej randce z B… Zapłaciłam wtedy za nie fortunę! Ale zajmowały w mojej szafie zaszczytne miejsce…
Chodziłam dziś po sklepach i czułam się, jakbym wylądowała w jakimś wehikule czasu. Na manekinach wiszą ubrania modne paręnaście lat temu. Spodnie dzwony, sukienki w drobne kwiatki, szkocka krata… Pamiętam, jak moja babcia kupiła mi beret identyczny jak ten ze zdjęcia! Był cholernie gryzący. Miałam całe czoło zdrapane, bo nie mogłam wytrzymać. W dodatku sterczał mi na głowie jak kosmiczne jajo, bo babcia wypychała mi go jakimś materiałem, żeby „ładnie leżał” 😁
To niebywałe, ile wspomnień mieści się w kilku skrawkach materiału… ❤️👚👗🧦🧥🧣👖🧤👕🥼👔🛍️❤️

Mali mniejszym

Ucz od małego, że każdy ma swoje miejsce w świecie. Że tak, jak ty liczysz na silniejszych, słabsi liczą na ciebie!

#b2 #babyboy #babylove #bru #b2ija #idziezima #szanujświat #pomagamy #karmnik #ptaki #czegojaśsięnienauczytegojanniebędzieumiał